Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
Bloodbane
Goblin
Dołączył: 17 Gru 2005
Posty: 2
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/10
|
Wysłany: Sob 20:06, 16 Cze 2007 Temat postu: Z zapomnianych kronik... |
|
|
Nie wiem czy macie ten stary zapis w swoich zasobach? W naszych sie zachowal, wiec wstawiam go tutaj bo chyba dzial ten dotyczy takich zapiskow. Jezeli macie, albo uwazacie, ze nie pasuje to tutaj to usuncie.
Cytat: |
Terezjasz
Wysłany: Sob Gru 10, 2005 2:01 pm
Zaiste, jedna z najpiękniejszych opowieści miłosnych Goldskull a zarazem historia potężnego klanu rozpoczęła się zupełnie niewinnie i uroczo.
Dudek Wydrwigrosz opisuje to w ten spsób:
"..i zdarzyło się dnia pewnego, że elf jeden silny i ambitny zakochał się był w młodej i niewinnej czarodziejce wywodzącej się z dworskiego rodu. Dziewczę to było płoche a zarazem delikatne, kruche ale i z iskierką arystokratycznej dumy. Uwielbiała ona kawior z behemotów atlantydzkich, więc gdy ktokolwiek pytał ją był, czy chce coś przekąsić, spuszczała oczęta i cienkim głosikiem mówiła tylko "kawioru" (stąd też takie wdzięczne imie nosiła). Uwielbiała tez cudowne magiczne artefakty, więc elf by zdobyć sobie jej uznanie i przychylność obdarowywał ją coraz to potężniejszymi przedmiotami. Jednak, by je zdobywać, potrzebował mnóstwa klejnotów wszelakich i cudowności rozmaitych, dlatego też szybko powstał klan, pomagający mu w poszukiwaniach. Nie kupowali oni byli jednak byle czego i najczęstszą odpowiedzią, jaką słyszeli pomniejsi kupcy usiłujący się dorobić było "złom" lub "złom to". Tak też i powstała nazwa klanu-"ZłOM tO"rósł w siłę i stawał się coraz to potężniejszy.
Wielkie uczucie rozkwitało w pełni i dawało im moc pozwalającą się jakoby scalać w jedno co też i często czynili zapamiętując się w swej miłości, jakoby byli jednym ciałem i duchem. Elf zafascynowany rosnącymi umiejętnościami swej ukochanej powtarzał tylko z zachwytem "czary, czary", co też przylgnęło do niego w postaci imienia(zapisywanego potem dwoma runicznymi znakami w języku elfickim).."
Temu klanowi karty kronik poświęcają wiele opowieści...
...lecz nie dziś o nich czas mówić... |
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry » |
|
 |
|
 |
Magister
Admin
Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 996
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 7 razy Ostrzeżeń: 0/10
Skąd: Bialystok Płeć: Mężczyzna
|
|
Powrót do góry » |
|
 |
DiabeL
Bestia
Dołączył: 22 Gru 2006
Posty: 365
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 2 razy Ostrzeżeń: 1/10
Skąd: Z piekła rodem....) Płeć: Mężczyzna
|
Wysłany: Pon 12:47, 27 Sie 2007 Temat postu: |
|
|
ciekawe czy to wam sie spodoba .......
. Do życia w świecie Lineage powołano mnie jako Mrocznego Elfa. Ze względu na moje umiejętności przeznaczono mnie drogę wojownika, drogę wielu wyrzeczeń, bólu, a nawet drwin. Nie wybierałem tego kim jestem, taka była wola przodków i jej zamierzam sie podporządkować. Od początku swojego istnienia miałem świadomość swojej wysokiej siły, lecz jeszcze na tym etapie nie wykorzystywałem jej do czynienia zła. Nie byłem ani przepełniony złością i gniewem ani też nie byłem wspaniałym obrońcą tego co żywe. Zastanawiał mnie jednak fakt dlaczego moj fizyczny wygląd tak daleki jest od wyglądu innych elfów o jasnej skórze. Dla wyjaśnienia opowiedziana została mi histora mojej rasy. Opowiadał mi ją potężny stary mag. Wtedy to nauczono mnie nienawidzić wszystkiego co związane jest z jasnością. Nienawidziłem szczególnie rasy ludzkiej. Świadom krzywd wyrządzonych nam przez ludzi i jasne elfy, z wielkim zapałem kontynuowałem moj trening. Uczono mnie miedzy innymi tego, że jeśli nie będę najlepszy w tym co robie nie przeżyje gdy opuszczę rodzinną wioskę. Tak więc uczyłem sie posługiwać tarczą i władać mieczem. Odsłonięto przede mną również to co stało się przyczyną klątwy która na nas ciąży, ukazano mi potęgę czarnej magii Mrocznych Elfów. Mimo iż byłem wojownikiem szkolono mnie był umiał sie nia posługiwać, miała ona być moją ukrytą bronia w konfrontacji z innymi rasami. Trening moj trwał do czasu gdy osiągnąłem 20 krag. Wezwano mnie wtedy do świątyni zbudowanej na cześć naszej bogini Shillien. Rada starszych przemówiła do mnie nakazując mi podporządkowanie sie bogini i obranie dalszej drogi zgodnie z jej wolą. Jej wola było to abym stał sie Nożownikiem . Strach przed gniewem Shillien właściwie wielkiego wyboru nie pozostawił, stałem sie tym kim chciała bym był. Od tego czasu każda krew jaką przeleję w jej imieniu miała mnie przybliżać do łask bogini. Po tych wydarzeniach opuściłem wioskę i trenowałem w samotności odkrywając drzemiące jeszcze we mnie siły.
Po długiej podróży dotarłem do miasta Gludio. Tu też poraz pierwszy spotkałem przedstawicieli innych ras. Nie zapomnę nigdy dnia, w którym trenowałem po za murami miasta. Na swej drodze spotkałem maga, przedstawiciela mojej rasy. Pragnąłem rozmowy z nim, ale tego co sie stało nie mogłem przewidzieć. Gdy tylko mnie ujrzał posłał w moja stronę kulę magicznej energii. Jej uderzenie było potężne. Osunąłem sie na ziemię, żyłem ale nie wiedziałem czym zawiniłem, że zostałem zaatakowany. Nie byłem wstanie się podnieść, jestem pewien, że zginąłbym tam. Dziś uważam, że miałem wielkie szczęście, że w pobliżu miejsca w którym leżałem przechodził jasny elf, którego imienia na jego prośbę nie wyjawię. Gdy go ujrzałem pomyślałem, że właśnie w tej chwili przyszedł kres mojego istnienia. Elf zatrzymał sie nade mną, zamknął oczy, rozpostarł nade mną swe ramiona i wypowiedział słowa których nie rozumiałem, w wyniku tej formuły czułem jak wracają mi siły, jak wraca mi życie. Wstałem i zadałem pytanie dlaczego? Dlaczego mnie nie zabiłeś? Przecież nasze rasy nienawidzą się. On nie był zdziwiony gdy usłyszał moje słowa. Powiedział, że sumienie nie dało by mu spokoju gdyby zostawił mnie rannego. Dodał, że to moja rasa pała do nich nienawiścią, zaś oni pragną pokoju. Przypomniało mi się wszystko to czego mnie nauczono. Zgodnie z tym powinienem pozbawić życia mojego wybawcę. Stał tak blisko, mogłem dobyć noż i wykonać to do czego mnie przygotowywano. Nie potrafiłem jednak, honor rycerski powstrzymywał mnie, bo jak by to wyglądało, został uratowany i w podzięce zabił tego który pospieszył mu z pomocą. Nasza rozmowa trwała długo, opowiedział mi, jak mi sie teraz wydaje, prawdziwą historię mojej rasy. Ja zaś opowiedziałem mu całą moja historię. Opowiedziałem o krainach jakie zwiedziłem, o bitwach w jakich walczyłem. . Uważał on, że nie znalazłem sie tu przypadkiem. Jego zdaniem ta kraina będzie mieć wielki wpływ na moje dalsze losy, a i być może sądzone mi jest to, że umożliwię pojednanie wrogich ras ze sobą. Zapytałem wiec mojego wybawcy co według niego powinienem czynić. Już zaczął proponować mi bym przyłączył się do niego, lecz nagle zamilkł. Wyraźnie zastanawiał sie nad czymś. Minęła dłuższa chwila po ktorej nareszcie przemówił. Powiedział mi, że chętnie by mnie przyjął w szeregi swojego klanu ale jest z tym pewien kłopot. Opowiedział, że aktualnie toczy sie walka miedzy siłami zła a dobra. Moja rasa reprezentuje śmierć, haos, cierpienie, czyli reprezentuje tym samym zło. Stwierdził, że jeśli by mnie przyjął do siebie to naraził by się na gniew opiekunów tego świata. Obecność Mrocznego Elfa w klanie Jasnych Elfów stanowiła by pogwałcenie świętych reguł tej krainy. Jego słowa zasmuciły mnie, zdałem sobie sprawę, że teraz nie mam dokad pójść (przecież przedstawiciel mojej rasy próbował mnie zgładzić,a śmiertelny wróg ocalił mi życie). Jasny Elf widząc mój smutek przemówił ponownie. Tłumaczył, że opiekunowie tego świata są wyrozumiali, proponował bym opowiedział Im historię mojego życia. Jego słowa dodały mi otuchy, lecz przez głowę przeleciała mi mysl ; ale co sie ze mna stanie jeśli nie otrzymam zgody na przyłączenie się do Jasnych Elfów, przecież moi bracia i siostry, jeśli sie dowiedzą o tym co zamierzałem zrobić, moga uznać mnie za wroga i próbować zabić. Znalazłem sie miedzy przysłowiowym młotem a kowadłem. Zastanawiałem się chwilę i stwierdziłem, że jednak warto podjąć to ryzyko.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry » |
|
 |
|
|